WITARIAŃSKIE BANANOWO CYNAMONOWE „BUŁECZKI”

#raw

SAMSUNG CAMERA PICTURES

Do końca roku zostało kilkanaście dni, więc wrzucę tu-to-co-zaległe. Tu akurat mam „bułeczki” z kursu, który udało mi się zrobić przed tragiczną ospą wietrzną. Chociaż wraz z zamknięciem drzwi, zapadłam w sen zimowy, a na drugi dzień późną nocą dostałam bardzo wysokiej gorączki. Bach, wszystkie plany legły w gruzach. Przez dwa dni myślałam, że to uczulenie na gluten. Przeczytałam, że objawy utrzymują się przez 6 miesięcy i czym prędzej pojechałam na wizytę u dermatolog. Werdykt zapadł, recepta do ziemi wydrukowana i 3 tygodnie mam z domu nie wychodzić. Może i tak by było, gdybym przestrzegała zaleceń pani doktor, a nie szła za głosem serca. Naturalne metody, zioła, super power detox, probiotyki, raw food i pewien rozpuszczalnik wystarczyły zabić wirusa i przyspieszyć gojenie się kropek. Teraz wsmarowuję olejki Arbonne i z dnia na dzień przypominam „dawną” siebie :)

Marzenia, które narzuciłam sobie dawniej na barki nie płynęły z mojego  serca, raczej z potrzeby udowodnienia  „czegoś” pewnej grupie ludzi. Rola człowieka orkiestry wyssała ze mnie energię i potrzebę trwania w czymś, co mi nie sprawia przyjemności. Zaprawdę dawniej tak było, ale w tym przypadku się skończyło. Pozostało zamiłowanie do pisania, pogłębiania wiedzy i fotografowania. Rozwijam się w zupełnie innych kierunkach. Nowe cele i priorytety. Muszę teraz dużo pracować, odkładać, inwestować, aby móc w przyszłości spełnić pewne skromne marzenie. I na pewno nie jest to żadna restauracja, ani nic związanego z gastronomią.

Bardzo lubię prowadzić blogi. Nigdy nie robiłam tego dla pieniędzy, czy sławy. Wzbraniałam się przed reklamami i banerami. Użerałam się z ludźmi, którym wydaje się, że powinnam ich całować po stopach i oddawać pokłony, bo weszli. Liczne pretensje, że odbiegam od tematyki, nie mam szacunku do czytelników, okłamuję ich …

Ludzie widzą rezultaty, a nie widzą drogi. Nie doceniają, że mają dostęp do darmowej wiedzy, darmowych przepisów, darmowych informacji. Nic nie dają, a wymagają Bóg wie czego.

Doświadczenie związane z tym blogiem to również pozytywne wspomnienia, publikacje w prasie, czy interesujące nowe twarze z którymi miałam okazję porozmawiać.

Mam w głowie nowy projekt. Już nad nim pracuję. Rozwijam również stronę „Wiktoria Oszczanowska – Wegańskie kosmetyki i zdrowy styl życia”. Tu nadal będą pojawiać się wpisy o zdrowiu, kosmetykach, czy islamie. Może się nawet zdarzyć, że najdzie mnie ochota na podanie przepisu. Porównując zaangażowanie sprzed lat, kiedy blog umilał czas po szkole i absorbował myśli ex anorektyczki – nie będzie tak samo. To był przypadek, że zainteresowałam się tematem kulinarnym. W końcu kształciłam się w branży mody.

Nie uważam się już za witariankę, chociaż nie zrezygnowałam z soków, smoothies, batoników, czekolad i surówek. Nie dążę do spożywania wyłącznie surowizny. Polubiłam prostotę. Kuchnia raw food w Polsce nie jest i najprawdopodobniej nie będzie doceniana. Wciąż brakuje zainteresowania ze strony klasy średniej i elit. I te ciągłe narzekania na klimat, mimo że ocieplenie jest bardzo widoczne.

SKŁADNIKI

5 długich bananów, dojrzałych

10 świeżych daktyli, bez pestek

1/2 łyżeczki cynamonu

1/2 laski wanilii 

PRZYGOTOWANIE

Banany obierz ze skórek.  Pokrój ostrym nożem na trzy plastry. Uważaj, aby się nie rozpadły.  Delikatnie przenieś je na tacę od dehydratora / suszarki do owoców. Susz przez 4-6 godzin w temperaturze 41st. Celsjusza.

Zalecam zaglądać i przewracać na odwrotną stronę. Banany nie mogą być zbyt suche, bo uniemożliwi to ich zwijanie.

Zmiksuj daktyle z odrobiną wody, cynamonem i wanilią. Posmaruj wierzch bananowego plastra i zawiń. Powstanie ślimak. Zawiń go w drugi, tak samo posmarowany plaster. Ślimaczki wstaw na 2-3 godziny do dehydratora, a przed podaniem posyp rodzynkami i cynamonem.