DLACZEGO WYBRAŁAM DIETĘ WEGAŃSKĄ?

#AskVi #dieta wegańska

Zrzut ekranu 2016-04-22 o 17.50.46

Dietą wegańską zainteresowałam się w liceum, a więc ponad 6 lat temu. Byłam już od dłuższego czasu wegetarianką, co i tak wzbudzało wciąż wielkie zdumienie wśród napotykanych ludzi. Nie bałam iść pod prąd.

Zrzut ekranu 2016-04-22 o 18.09.49

Na ewolucję moich outfitów, jak i dietę miała wpływ Audrey Kitching. Informacja o diecie wegańskiej pochodziła z jej bloga.

Zrzut ekranu 2016-04-22 o 18.09.22

A, że były to czasy rozkwitu anoreksji bulimicznej, odstawienie sera, jajka, jogurtu i mleka nie stanowiło wielkiego problemu.

Robiłam to stopniowo. Zaburzenia odżywiania, po za destrukcją, pomogły mi nauczyć się wiele na temat ciemnej strony przemysłu spożywczego. Jedzenie było moją obsesją, ale czerpałam z tego wiedzę.

Na początku odstawiłam kolorowe jogurty, przestawiając się na droższe, ale naturalne. Mleko tłuste zastąpiłam mlekiem bez tłuszczu, bo zero nie tylko ładnie prezentuje się na metce od spodni. I w ten sposób powoli odzwyczajałam się od nabiału.

Najtrudniej mi było rozstać się z lodami. Przeciągało się to najdłużej. Przed witarianizmem nie byłam zbyt restrykcyjna. Nie należę do osób, które popadają w skrajności i fanatyzm, tzw. ortoreksję.

W liceum był jeszcze jeden wegetarianin, który również poszedł w stronę diety wegańskiej, ale niestety wrócił na dawne tory mięsno śmieciowe. Tak, koncepcja weganizmu przelatywała się wśród artystycznych dusz. Wrażliwych na krzywdę innych stworzeń.

Zrzut ekranu 2016-04-22 o 18.17.48

W 2010 roku natknęłam się na profil Freelee The Banana Girl, szukając informacji o naturalnym leczeniu zaburzeń odżywiania. Nie chciałam zgodzić się na tabletki podtykane przez psychologów. Miałam już świadomość, że ich działanie jest przereklamowane.

W 2011 roku oficjalnie uznałam, że będę odżywiać się wegańsko. Już wtedy próbowałam kombinować z raw food. Do maja nie jadłam już całkiem nabiału i wiosną przeżyłam szok, że nie mam już alergii na pyłki! Pierwszy raz w życiu! Niestety wydarzył mi się niefortunny wypadek, operacja kolana i dużo bólu, który czasem zajadałam standardowymi słodyczami. Latem zainteresowałam się na poważnie dietą „30 bananas a day”, ale po roku zrezygnowałam, bo mi nie służyła. Kontynuowałam ze modyfikowanym menu , cały czas bacznie obserwując, jak surowe rośliny pozytywnie wpływają na stan mojego zdrowia psychicznego i fizycznego! Zostałam witarianką.

Zrzut ekranu 2016-04-22 o 18.34.56

Wraz z wiedzą na temat zdrowego właściwego oddziaływania pokarmu roślinnego na nasz organizm, wrosła empatia dla zwierząt. Dowiedziałam się jaki negatywny wpływ na środowisko ma przemysł mięsny, a także jak wygląda życie zwierząt wykorzystywanych do produkcji mleka, czy testów kosmetyków i leków. Mam świadomość czym są fermy norek i lisów w Polsce.

Na chwilę obecną nie praktykuję 100% weganizmu. Nie nazywam siebie weganką, a wegetarianką na diecie wegańskiej. Jeszcze bezpieczniej jest być roślinożerką. Moje poglądy ulegają zmianom, ale nie chcę ich nikomu narzucać. Podziwiam wegan za to do czego dążą! Jestem za tym, aby zmniejszyło się cierpienie zwierząt na naszej planecie!

Nie lubię jednak wegańskich terrorystów, którzy wymuszają poczucie winy za nowe Louboutiny. Nie jestem też lepsza w hierarchii od osób pałaszujących kurczaka z rożna. Bóg ofiarował mi nadmiar empatii, która pozwala spojrzeć na życie z perspektywy mijanych ludzi i zwierząt. Wyobraźnia pozwala wczuć się w ich położenie. Nie czynię innym tego, czego sama nie chciałabym doświadczyć.