JAK PRZETRWAĆ POLSKĄ ZIMĄ NA WITARIANIŹMIE?

#dieta raw food #dieta witariańska #jak przetrwać zimę #raw guide #zima
Większość osób, które związane są emocjonalnie i duchowo z dietą raw food to sezonowi witarianie.

Wiosną z uśmiechem na ustach skubią kiełki wychylające się z ziemi oraz kolorowe płatki kwiatów.

Latem rozkoszują się liśćmi i soczystymi owocami. A kiedy temperatura opada, to wracają do gara.

Mam inaczej. To właśnie w okresie zimowo jesiennym najpewniej czuję się 100% surojadką.

Kiwam przecząco głową słysząc mity na temat wychładzającego oddziaływania roślin.

Nie ubywa mi człowieczeństwa, kiedy porównuję się w tym momencie do saren, czy królików.

Większość zwierząt w naszej strefie klimatycznej zapada w sen zimowy. Zdarzają się wyjątki.

Zwierzęta nie nauczyły się do tej pory rozpalać ogniska … To co one jedzą, aby przeżyć?

Muszę się zastanowić … 

Nie mamy futra, ani sierści. Laserowo usuwamy każdy zbędny włosek, bo nastała taka moda.

Nie musimy już nosić skór, bo mamy puchowe kurtki i zbliżający się kryzys klimatyczny.

Babcia z przyjemnością zrobi nam na drutach ciepłe skarpetki, a w domach grzeją nas kominki.

Mimo wygód w które się uzbroiliśmy, znam takich, którzy wciąż marzną. I nie żywią się surowo!

Na ich przykładzie wiem, że gorący kubek, czy krupnik parzący w język działa tylko chwilowo.

Wiem też, że niektórzy mają problemy z układem krążenia. Może to genetyka, a może to zła dieta.

Nie wolno mi wypowiadać się za wszystkich, ale mogę podzielić się swoim doświadczeniem.

W chłodnym klimacie można normalnie funkcjonować na surowej diecie! Jestem na to dowodem.

Przygotowałam kilka porad, które pozwolą wam w to uwierzyć i odsunąć gar parującej ciecierzycy.

1. Meksykańskie przyprawy.

Latem wspominałam, że meksykanie doprawiają na ostro wszystkie potrawy, aby ochłodzić ciało.

Temperatura ciała podnosi się, wywołując pocenie. Jednak w małej dawce potrafią mocno rozgrzać.

Zaopatrzcie się w świeże lub suszone chilli, imbir, kminek, kolendrę.

2. Kup dehydrator i termometr gastronomiczny.

Surowe pożywienie nie musi być zimne! Temperatura obumierania enzymów to powyżej 42°C.

Przecież i tak nie jesteście w stanie połknąć parzącego kartofla, bez poparzenia sobie języka!

Potem nic już nie smakuje tak, jak powinno …

W dehydratorze nie tylko ususzycie kruche ciasteczka korzenne, ale podgrzejecie zupę, czy mleko.

Termometr pozwoli wam kontrolować temperaturę podgrzewanych substancji na kuchence.

W ostateczności możecie użyć opuszka palca.

3. Dodaj ciepłej wody.

Tuż przed podaniem zupy, czy czekolady do picia możecie dolać ciepłej wody.

Lepiej dolać ciepłą wodę, czy zagotować kakao i czekać, aż ostygnie? Ułatwiam wam życie!

4. Zagrzej zastawę.

Może ten pomysł wydawać się naiwny, szczególnie jeśli robicie to w towarzystwie osób anty-raw.

Salwy śmiechu gwarantowane. Ważniejszy powinien być wasz komfort i wrażenie ciepła.

Ciepło to w końcu gwarancja bezpieczeństwa. Przynajmniej tak większości ludziom się kojarzy.

Włóżcie na kilka minut kubek do dehydratora, albo wyjmijcie świeżo umyty ze zmywarki.

Zdradzę wam, że uwielbiam się do takich naczyń przytulać. Ach, nie ma nic przyjemniejszego 😉

5. Rusz się!

Nic bardziej nie rozgrzeje, niż trochę ruchu! Na początku ćwiczyłam pół godziny.

Stopniowo zwiększałam ten czas, aż osiągnęłam wynik półtorej godziny dziennie. I to jest mój czas.

Tańczę, biegam, rozciągam się, wymachuję kończynami lub ćwiczę jogę. Robię tylko to co kocham.

Kontuzja kolana nie pozwala mi na więcej, dlatego muszę dostosować się do swoich możliwości.

Nawet spacer po okolicy lub wchodzenie po schodach 15 minut dziennie przyniesie rezultat.

6. Odżywiaj się sezonowo.


Kilka dni temu pod moim oknem wyrosły młode listki mlecza! Zaskoczeni?

Co jeszcze możecie zajadać w okresie jesienno zimowym? No kochani, z głodu nie umrzecie!

Wrzesień oferował nam: brokuły, buraki, cukinię, fasolkę szparagową, fenkuł, kalafior, kalarepę, kapustę, kukurydzę, marchewkę, natkę pietruszki, ogórki, paprykę, patisona, pomidory, por, rukolę, rzodkiewkę, sałatę, seler – liście, szczaw, szpinak, młodą brukselkę, cykorię, dynię, jarmuż!

Ja wiem, że w Polsce oddaje się cześć bananom, ale nie zapominajcie o gruszkach, jabłkach, jagodach, jeżynach, malinach, nektarynkach, porzeczkach, śliwkach, winogronach i żurawinie.

W październiku ziemia obrodziła się w: bakłażan, brokuły,  buraki, cukinię, cykorię, dynię, fenkuł, jarmuż, kalafior, kalarepę, kapustę, kukurydzę, marchewkę, natkę, patisona, pora, pietruszkę, rukolę, rzodkiewkę, sałatę, seler – korzeń + liście, szpinak, młodą brukselkę, endywię, roszponkę.

Owoce no niestety prawie te same, co w zeszłym miesiącu. Takie mamy klimat. Nic tu nie rośnie 😉

Listopad to: brokuły, brukselka, buraki, cykoria, dynia, endywia, fenkuł, jarmuż, kalafior, kalarepa, kapusta, marchewka, natka, pietruszka, por, roszponka, rukola, seler, szpinak, gruszki, jabłka i pigwa.

W zasadzie w grudniu, styczniu, lutym i marcu wcześniej wymienione warzywa i owoce też będą.

Pamiętaj też o orzechach i nasionach, których Matka Natura nam nie poskąpiła.

7. Wyhoduj trawę pszeniczną.

Napisałam już kiedyś obszerny artykuł o jej właściwościach pro zdrowotnych.

Wystarczy kupić organiczne ziarno, namoczyć i wykiełkować. Zimą przyda się wam chlorofil.

Ani Phyo napisała mi, że sok z trawy rekompensuje jej wylegiwanie się latem na słoneczku.

8. Zainwestuj w zielone super foods.

Nie traktujcie sproszkowanej zieleniny, jako podstawy diety, ale jako dodatek urozmaicający.

Po za jarmużem, szpinakiem, czy mniszkiem nie mam za bardzo w czym przebierać.

Lubię sproszkowaną trawę pszeniczną, młody jęczmień, lucernę. Dobrze sprawdzą się też glony.

9. Ubieraj się ciepło.

Przepraszam, ale musiałam to napisać 😉 Noście czapkę, szalik, komin, rękawiczki i pantalony.

Najlepiej zastosujcie metodę na cebulkę, tak jak radziły wam do znudzenia wasze rodzicielki.

I nie patrzcie na mnie zszokowani, kiedy będę miała pod płaszczem sukienkę na ramiączkach.

Mnie naprawdę jest ciepło.

10. Szczotkowanie na sucho.

Szczotkowanie ciała szorstką szczotką nie tylko pomaga oczyścić organizm, ale poprawia krążenie.

Metoda jest banalnie prosta, bo zaczynamy od koniuszków palców i kierujemy się w stronę serca.

11. Nie mieszaj.

Eksperymentuję na sobie od 2,5 lat. Wiem, że całkiem surowe odżywianie najlepiej mi służy.

Wiem, że trudno porzucić podjadanie inaczej przygotowanych posiłków. Mam fazy, kiedy wracam.

Wywołuje to u mnie drgawki zimna i dreszcze, bo tak prawidłowo reaguje organizm na truciznę.

Dlatego starajcie się nie mieszać surowego z gotowanym. Postarajcie się o przerwę pomiędzy nimi.

Ta zasada dotyczy w szczególności owoców, które mogą powodować fermentację i wzdęcia.

12. Czytaj VI&RAW.

Spodziewaliście się, że polecę wam rozpalające zmysły opowieści erotyczne? A tu rozczarowanie.

Na moim blogu nie ma takich atrakcji, ale będzie pojawiać się więcej przepisów na syte posiłki.

W moim mniemaniu nie ma co unikać pokarmów bogatych w zdrowe tłuszcze. Zwłaszcza teraz.

Zimą przydają się też suszki z dehydratora, ale spożywając ich dużą ilość należy pamiętać o wodzie.